Weblog
Rowery
Giant 2007 MTB

Reklama : sklep rowerowy rowery
recykling odpady utylizacja wyposazenie lazienek kolagen kolagen naturalny zmarszczki tradzik blizny rozstepy kosmetyka hale stalowe solarium uzdatnianie wody filtry do wody kajaki splywy kajakowe domofony wideodomofony telewizja przemyslowa CCTV Kola Mavic Crossmax UST.

foto
Trance Advanced

Trance to kolejne arcydzielo techników i "wizazystów" Gianta, oczywiscie w pierwszym rzedzie idzie praktycznosc rozwiazan, a dopiero potem wyglad, ten ostatni jednak nigdy w przypadku rowerów Gianta nie byl spychany na margines. W filozofii firmy rower ma byc przemyslany w najdrobniejszych szczególach pod wzgledem technologicznym, ale ma równiez porywac wygladem. W nowym sezonie Trance Advanced, bo tak brzmiec bedzie jego pelna nazwa, otrzyma rame wykonana z opracowanego przez Gianta Carbonu T700, a za amortyzacje odpowiadac bedzie tlumik Fox Float RP23, który firma Fox ma specjalnie zestrajac dla rowerów Gianta. Trance jest nieco ciezszy od Anthema, ale jest to rower zbudowany w oparciu o nieco inna filozofie - wiecej komfortu podczas jazdy, wiecej skoku (106mm) wlasnie kosztem minimalnie wiekszej wagi. Od razu zaznaczmy, ze masa nowego wcielenia Trance bedzie szacunkowo nizsza o kilkaset gram w stosunku do modelu anno domini 2006.
Z przodu za amortyzacje odpowiadac bedzie widelec Fox 32 F100 RLC z blokada skoku, komponenty to mieszanka Shimano XTR 2007, SRAM X.0, RaceFace oraz Avida (hamulce Juicy Carbon). Rower bedzie sie toczyl na kolach Mavic Crossmax UST. Wizualnie prezentuje sie znakomicie, czy bedzie równie skuteczny na górskich trasach co piekny, przekonamy sie juz niebawem.

zródlo : http://www.rower.com/archiwum.php?art=2872



Zeby nasz rap nie zginal, zeby sie szczesliwie zylo, Zeby luxu bylo kilo, zeby nasz czas nie przeminal, Zeby papier byl nie bilon, zeby wciaz tu byla milosc, odpady przemysloweZeby syf kazdy pominal, zeby zwyciezylo stilo Zeby nam sie ulozylo, by do konca git juz bylo By marzenie sie ziscilo, zeby kazdy mógl to przyjac surowce wtórneNie smucic sie, powrócic do nas, spiewac to, nucic SLU, 06 juz do konca tak byc musi Z roku na rok starszy, ale duchem wciaz jak dzieciak odpady niebezpieczneJuz nie chce mi sie czekac, za zlem swiata uciekac Zagrozenie sam dla siebie, oto ja, ta wsza Niekontrolowana pchla co pod prad wciaz wbija recyklingWciaz przepita szyja wciaz hece wywija Wciaz skurwieli dobija, a najblizszych wciaz wspiera Oto gadka szczera jesli jeszcze zes nie zalapal odbiór odpadówTu mija dziesiec lat nadal mam mlodzienczy zapal Debiut fonograficzny, wstecz dekade, bieda precz Bieda zla rzecz, nie chce tej kurwy miec odpadyI zeby nie wiem co, nie chce tu glupoty palnac Ale biedy niczym kurwy, do domy nie dam przygarnac Zycia nie znalem, biedak nie wie co to zycie utylizacjaWierzycie, sami wiecie, ze do dupy z takim zyciem Nie utonac w zachwycie, bez szans na takie harce pólka lazienkowaPrzysiegalem przed Bogiem, ze nie skoncze jak ci w Barce Anonimowe wsparcie, kto dawal wszy zarcie Mowie o tym otwarcie, masz wiecej, oddaj wieszak lazienkowySam nie zezresz, nie chowaj, nie chomikuj, nie noraj Podziel sie z tym, co nic nie jadl od wczoraj Jak nie to kurwo konaj, do tych wierszy sie przekonaj uchwyt do papieru toaletowegoJestes swój, lapiesz moment swego zycia pejzoner Juz nie chwytam sie brzytwy, bo po prostu nie tone Nie chwytam sie brzytwy, bo po prostu nie tone mydelniczkaZeby nasz rap nie zginal, zeby sie szczesliwie zylo, Zeby luxu bylo kilo, zeby nasz czas nie przeminal, Zeby papier byl nie bilon, zeby wciaz tu byla milosc, wyposazenie lazienekZeby syf kazdy pominal, zeby zwyciezylo stilo Zeby nam sie ulozylo, by do konca git juz bylo przeciskiBy marzenie sie ziscilo, zeby kazdy mógl to przyjac Nie smucic sie, powrócic do nas, spiewac to, nucic SLU, 06 juz do konca tak byc musi zawiesia lancuchoweI byly takie dni, ze na nic nie bylo sil Ze czlowiek byl bezsilny i w tej bezsilnosci gnil Nie liczylem na cuda, czy wierzylem ze sie uda zawiesia pasoweSmialem sie z filmów, w których ludziom sie odmienial Parszywy los, z dnia na dzien bo w realu, dzien w dzien Widzialem co innego, wiem, ze wiesz o co mi biega zawiesiaWiedzial tez kazdy kolega, juz w czasach podstawówki Obdarci, biedni, lecz bystrzaki, nie pólglówki Mialem co innego w planach, bez drugiego sniadania szkicownikiZ ksiazka pod pacha, uciekalem w swiat marzen Od zlych, codziennych zdarzen, do domu nie spieszno wracac Waldas znów leczy kaca, wyniszczala go praca passepartoutNie chcac uczyc sie w halasach, chlone zycie na streecie Od poczatku, juz do konca, niesmiertelne Jezyce Spróbuj znalezc dziewice, dokladnie dziesiec lat temu drewno klejoneWiedzialem ze w tym jestem, nie bez powodu, celu Wiec inaczej niz wielu znanych mi rówiesników Wciaz przy glosniku, z kartka w zeszyciku chodnikiZapisywalem belwy, ze bronx, bronx bez przerwy Na zycie pazerny mialem juz zszargane nerwy 24.03.06 on odszedl, a ja jestem na swoim dywanyZe slumsów maly ksiaze, z kupa dlugów, czy zdarze Wyprawilismy pogrzeb, i wez tu pomysl madrze I gdzie znów byles Boze dywanW chacie mam zmrok, znów odcieli mi prad Wole ulicy jazgot, o tej porze w dól fiasko Czas wyruszyc na miasto, czy chcialem tam siac zlo paleciakiJak ja takimi gardza, mialem wybór, nie bardzo Czy balem sie patrzac, dzis na to z perspektywy Pozbawiony milosci, bylem w chuj nieszczesliwy narzedzia reczneTo byl mój ostatni dzwonek, na bycie w swiecie zywych Ostatni dzwonek, na bycie w swiecie zywych Zeby nasz rap nie zginal, zeby sie szczesliwie zylo, stacja diagnostycznaZeby luxu bylo kilo, zeby nasz czas nie przeminal, Zeby papier byl nie bilon, zeby wciaz tu byla milosc, Zeby syf kazdy pominal, zeby zwyciezylo stilo smarownicaZeby nam sie ulozylo, by do konca git juz bylo By marzenie sie ziscilo, zeby kazdy mógl to przyjac Nie smucic sie, powrócic do nas, spiewac to, nucic SLU, 06 juz do konca tak byc musi nussbaumPraca, pasja, fart, troche talentu Oto wszystkie tajniki Rysiowego patentu Kopalnia metu Kozak byl tylko z nazwiska Ale nigdy nie zapomne, tego przesmiesznego pyska wywazarkaUpadl wydawca, artysta, patrzac na to przez pryzmat Nastepstw i zdarzen, czy to jedno i to samo 96 od tego roku z rapu zarabiam siano diagnostykaWczesniej pakowalem w ten interes caly szmal By ten syf na demach gral, na ulicach byl szal Wszedzie docierala, moja plugawa mowa texaNiecenzuralne slowa, mój swiat zdarzyl zwariowac Wielu z was juz tu nie ma, kilku szybciej chlonie ziemia Zapomniana dzielnica i nic sie nie zmienia Poza tym, ze mi wyszlo a ty nie szykuj dla mnie noszy podnosnikDobrze wiesz, ze 5 lat temu nie dalbys za mnie 5 groszy Nie czuj sie przez to gorszy, bo kiedys byles lepszy wyposazenie warsztatówJa nie bede triumfowal, glupot nie bede pieprzyl A do ciebie skarbie jedno, gdybym mógl cie przekonac Moze gdybym cofnal czas, zechcialas bys mnie pokochac Zeby nasz rap nie zginal, zeby sie szczesliwie zylo, owiewki samochodoweZeby luxu bylo kilo, zeby nasz czas nie przeminal, Zeby papier byl nie bilon, zeby wciaz tu byla milosc, Zeby syf kazdy pominal, zeby zwyciezylo stilo owiewkiZeby nam sie ulozylo, by do konca git juz bylo By marzenie sie ziscilo, zeby kazdy mógl to przyjac Nie smucic sie, powrócic do nas, spiewac to, nucic SLU, 06 juz do konca tak byc musi

POSTED BY rowery AT 12/22/2007 9:00 AM  |  0 COMMENTS  |  POST A COMMENT  |  DIGG IT




MY PROFILE


Name: rowery
Location:


RECENT POSTS
Giant 2007 MTB



ARCHIVES
December 01, 2007